Czym jest sakrament małżeństwa w Kościele, a nie tylko „ślub w kościele”
Małżeństwo jako sakrament, a nie wyłącznie uroczystość
Sakrament małżeństwa to nie jest „ładny ślub w kościele” ani religijna dekoracja dla ważnego dnia. To przymierze dwóch osób ochrzczonych, mężczyzny i kobiety, które Bóg bierze na serio bardziej niż my sami. Małżeństwo sakramentalne nie jest tylko kontraktem, który można wypowiedzieć, kiedy uczucia osłabną. Jest powołaniem, czyli konkretną drogą świętości i służby, która ma trwać aż do śmierci jednego z małżonków.
Prawo cywilne widzi w małżeństwie przede wszystkim umowę regulującą wspólnotę majątkową, prawa rodzicielskie i obowiązki wobec państwa. Kościół widzi znacznie więcej: obraz miłości Chrystusa do Kościoła. Dlatego słowa wypowiadane w czasie przysięgi małżeńskiej mają wagę nie tylko prawną czy emocjonalną, ale także duchową. Sakrament małżeństwa oznacza, że Bóg sam angażuje się w waszą relację i uzdalnia was do życia wiernością, której po ludzku nie jesteście w stanie wypełnić o własnych siłach.
Mówiąc „tak” podczas ślubu, wypowiadamy coś więcej niż deklarację: „jesteś dla mnie ważny/ważna”. Wchodzimy w przymierze – zobowiązanie „na zawsze”, potwierdzone łaską Bożą. Dlatego kluczowe pytanie brzmi: co tak naprawdę obiecujemy sobie, stojąc przed ołtarzem?
Różnica między ślubem cywilnym a sakramentem małżeństwa
Ślub cywilny i sakramentalne małżeństwo nie są tym samym, choć często łączą się podczas jednej uroczystości konkordatowej. W języku Kościoła mówi się, że małżonkowie są szafarzami sakramentu – to oni udzielają sobie nawzajem sakramentu poprzez wyrażoną zgodę (przysięgę) wobec Boga i Kościoła. Kapłan jest świadkiem i błogosławi ten związek, ale to nie on „udziela małżeństwa” w sensie ścisłym.
W małżeństwie cywilnym centrum stanowi prawo: regulacja wzajemnych roszczeń, ochrony dzieci, dziedziczenia. W sakramencie małżeństwa centrum stanowi miłość i wierność jako droga zbawienia. Oczywiście, prawo cywilne jest ważne i potrzebne, ale dla chrześcijanina to integracja tych dwóch wymiarów – prawnego i sakramentalnego – tworzy pełnię zobowiązania.
W praktyce oznacza to, że katolik zawierający sakrament małżeństwa zobowiązuje się do czegoś więcej niż wymaga od niego państwo. Państwo dopuszcza rozwód; sakrament małżeństwa – nie. Państwo ogranicza się do kwestii materialnych i opiekuńczych; sakrament dotyka także sfery duchowej, moralnej i wiecznej.
Małżeństwo jako powołanie do świętości
Często o powołaniu myśli się jedynie w kategoriach kapłaństwa czy życia zakonnego. Tymczasem większość chrześcijan jest powołana do małżeństwa. Nie jest to „druga kategoria powołania” ani „plan B”. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której człowiek ma się uświęcać: uczyć się kochać dojrzałe, zmagać się ze swoim egoizmem, przebaczać, dźwigać z drugim jego krzyże.
Małżonek nie jest tylko „towarzyszem życia”, ale także narzędziem Boga w twoim uświęceniu. To w relacji małżeńskiej wychodzi na jaw prawda o naszej cierpliwości, pokorze, zdolności do ofiary. Obietnice składane podczas sakramentu małżeństwa są więc nie tylko deklaracją uczuć, ale przyjęciem całego stylu życia na wzór Chrystusa: wiernego, wytrwałego, gotowego do oddania siebie do końca.
Tekst przysięgi małżeńskiej – słowo po słowie
„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…”
Centralnym momentem sakramentu małżeństwa jest wypowiedzenie przysięgi:
„Ja, (imię), biorę Ciebie, (imię), za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci.”
Każde słowo tej formuły jest świadomym zobowiązaniem. Nie ma w niej miejsca na klauzule wyjątków („o ile się dogadamy”, „dopóki się kochamy”, „dopóki będzie nam się układać finansowo”). Obietnice są bezwarunkowe i skierowane do konkretnej osoby, którą widzisz przed sobą. Dobrze jest przed ślubem (ale także po latach małżeństwa) przejść przez przysięgę słowo po słowie i zapytać siebie: co to naprawdę dla mnie oznacza w codzienności?
Trzy główne zobowiązania – miłość, wierność i uczciwość – są jak trzy filary jednego domu. Jeśli którykolwiek z nich zaczyna pękać, cała konstrukcja jest zagrożona. Miłość bez wierności staje się kaprysem. Wierność bez miłości zamienia się w zimną lojalność. Uczciwość bez miłości i wierności redukuje związek do grzecznej współpracy.
„…oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci”
To zdanie jest często wypowiadane automatycznie, razem z pozostałą częścią przysięgi. A właśnie ono podkreśla nieodwołalny charakter sakramentu małżeństwa. „Nie opuszczę” oznacza nie tylko fizyczną obecność pod jednym dachem, ale nieporzucenie w wymiarze emocjonalnym, duchowym i życiowym.
„Nie opuszczę aż do śmierci” to zgoda na trwanie także wtedy, gdy:
- uczucia słabną lub zmieniają się,
- pojawiają się trudne choroby, problemy psychiczne, niepełnosprawność,
- pojawiają się problemy finansowe, bezrobocie, kryzysy zawodowe,
- partner przechodzi kryzys wiary, sensu życia, tożsamości.
Ta część przysięgi nie oznacza zgody na przemoc czy patologiczne sytuacje – Kościół dopuszcza separację w skrajnych przypadkach, aby chronić życie i dobro małżonków oraz dzieci. Jednak nawet wtedy więź sakramentalna trwa, dopóki śmierć jej nie zakończy. Słowa przysięgi są więc obietnicą wierności, a nie przyzwoleniem na bycie krzywdzonym.
„Tak mi dopomóż Panie Boże…” – świadomość własnej słabości
Ostatnie zdanie przysięgi małżeńskiej bywa traktowane jak pobożny dodatek, tymczasem niesie w sobie ważne wyznanie: „sam/sama nie dam rady”. Człowiek, wypowiadając przysięgę, prosi Boga o pomoc, bo ma świadomość własnej kruchości. Miłość na całe życie, bezwzględna wierność, uczciwość w każdej sytuacji – to ideały, które trudno osiągnąć samą ludzką siłą.
Sakrament małżeństwa to łaska, czyli realna pomoc Boga w życiu codziennym, a nie tylko „błogosławieństwo na start”. Małżeństwo chrześcijańskie jest więc zaproszeniem, aby Bóg był trzecią Osobą w związku, a nie tylko „gościem na ślubie”. Na tym polega różnica między romantyczną przysięgą a sakramentem: obietnice składane są wobec Boga i z Jego wsparciem.

Co oznacza obietnica miłości w sakramencie małżeństwa
Miłość jako decyzja, nie tylko uczucie
Sakrament małżeństwa zakłada, że miłość to nie tylko emocje, ale przede wszystkim decyzja woli. Uczucia są zmienne: dziś intensywne, jutro słabsze, czasem wręcz przeciwne (złość, rozczarowanie, znużenie). Jeśli małżeństwo opiera się wyłącznie na emocjach, będzie chwiało się przy każdym ich wahnięciu.
Obiecując miłość w sakramencie małżeństwa, deklarujesz: „wybieram ciebie i chcę twojego dobra, niezależnie od tego, jak będę się czuć za rok, pięć czy dwadzieścia lat”. To oznacza konkretne postawy:
- szukanie dobra współmałżonka, a nie tylko własnej wygody,
- gotowość do rezygnacji z części swoich planów, gdy zagrażają one jedności małżeństwa,
- trwanie przy współmałżonku w kryzysach, a nie ucieczkę do łatwiejszych relacji.
Nie chodzi o rezygnację z siebie, ale o dojrzałą zdolność do ofiary. Miłość sakramentalna nie jest zbudowana tylko na motylkach w brzuchu, ale na wierności podjętej decyzji, do której uczucia stopniowo dojrzewają.
Miłość ofiarna: oddawanie siebie w codzienności
Obietnica miłości w sakramencie małżeństwa odwołuje się do miłości Chrystusa do Kościoła: „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie”. To jest wzór dla miłości małżeńskiej: oddawanie siebie, a nie szukanie, ile mogę zyskać. W praktyce ta ofiarność przejawia się w drobnych, codziennych gestach:
- zostanie dłużej w pracy, by zabezpieczyć finanse rodziny, mimo zmęczenia,
- zrezygnowanie z ulubionej rozrywki, by spędzić czas z małżonkiem, który tego potrzebuje,
- nocne wstawanie do dzieci bez wypominania, kto wstał „więcej razy”.
Ofiara nie oznacza heroizmu na pokaz. To częste, ciche „tak” powtarzane w małych rzeczach. Miłość sakramentalna nie polega na tym, że ktoś jest zawsze silny, a ktoś zawsze słaby. Raczej na tym, że raz jedno, raz drugie dźwiga ciężar w imię dobra wspólnego. W jednym sezonie to ty więcej znosisz, w innym – współmałżonek.
Miłość w trudnych emocjach i konfliktach
W obietnicy miłości kryje się również deklaracja: „będę cię kochać także wtedy, gdy będziesz mnie ranić”. To nie oznacza zgody na krzywdę, ale gotowość do pracy nad przebaczeniem, do rozmowy, do szukania pomocy z zewnątrz (terapia, kierownictwo duchowe, mediacje). Sakrament małżeństwa nie czyni nas bezgrzesznymi; raczej wzywa do tego, byśmy się nawracali we dwoje.
Przykładowa sytuacja: żona czuje się zaniedbywana, bo mąż spędza długie godziny w pracy i przy telefonie. On czuje presję finansową i nie widzi problemu. Zamiast wycofać się emocjonalnie czy szukać zrozumienia poza małżeństwem, mogą – w duchu sakramentu – podjąć trudną rozmowę, uznać swoje słabości, przebaczyć, wyznaczyć nowe granice. Miłość sakramentalna nie jest idealna, ale walczy o relację.
Wierność małżeńska – znacznie szerzej niż „nie zdradzić”
Wierność jako jedność serca, ciała i ducha
W potocznym rozumieniu „wierność małżeńska” często sprowadza się do zakazu zdrady seksualnej. Tymczasem w sakramencie małżeństwa obietnica wierności obejmuje całą osobę – serce, ciało, emocje, duchowość. Zdradą może być nie tylko romans fizyczny, ale również:
- emocjonalne zaangażowanie w relację z kimś spoza małżeństwa, które staje się ważniejsze niż więź z mężem/żoną,
- uzależnienie od pornografii, flirtów online, nieczystych fantazji,
- ciągłe zwierzanie się osobie trzeciej zamiast współmałżonkowi,
- budowanie podwójnego życia (tajne konta, ukrywane wydatki, sekrety).
Wierność w sakramencie małżeństwa to konsekwentne wybieranie współmałżonka jako „pierwszego po Bogu”. To decyzja, że w ważnych sprawach i trudnościach w pierwszej kolejności idziesz do niego, a nie do koleżanki z pracy, mamy czy przyjaciela z dawnych lat.
Granice w relacjach z innymi
Obietnica wierności zakłada także zdrowe granice w relacjach poza małżeństwem. Nie chodzi o paranoiczny lęk przed każdym kontaktem z płcią przeciwną, ale o świadomą ochronę intymności małżeńskiej. Kilka praktycznych zasad może tu bardzo pomóc:
- Nie prowadzić długich, prywatnych rozmów o swoim małżeństwie z osobą płci przeciwnej, jeśli nie jest to specjalista (psycholog, kierownik duchowy).
- Unikać sytuacji „podwójnego życia”: wspólnych wyjazdów, spotkań czy konwersacji, o których współmałżonek nie wie.
- Być przejrzystym w kwestii kontaktów elektronicznych (hasła, wiadomości, media społecznościowe) – nie z powodu kontroli, lecz budowania zaufania.
Wierność w sferze czasu, priorytetów i lojalności
Zdrada zaczyna się często dużo wcześniej niż w czyichkolwiek ramionach – w sercu i w kalendarzu. Obietnica wierności oznacza, że małżeństwo ma pierwszeństwo przed innymi relacjami i aktywnościami. Jeśli wszystko inne – praca, hobby, znajomi, media społecznościowe – nieustannie wygrywa z małżonkiem, coś w tej obietnicy zaczyna się kruszyć.
Wierność w czasie i priorytetach oznacza między innymi:
- planowanie dnia i tygodnia w taki sposób, by był w nim konkretny czas tylko dla was dwojga,
- odważne mówienie „nie” propozycjom, które systematycznie zabierają przestrzeń na małżeństwo,
- publiczną lojalność – nieobmawianie i niewyśmiewanie współmałżonka przed innymi, nawet „dla żartu”.
Wierność to również stanie po stronie współmałżonka wobec rodziny pochodzenia, znajomych czy szefa. Nie chodzi o ślepą obronę wszystkiego, co robi, lecz o jasny komunikat: „jesteśmy drużyną”. Spory można wyjaśniać między sobą, ale na zewnątrz – małżeństwo jest jednością.
Wierność jako stałość w decyzjach i obietnicach
W czasie ślubu składasz wiele konkretnych obietnic, ale już po nim pojawiają się kolejne: dotyczące pracy, miejsca zamieszkania, wychowania dzieci, praktyk religijnych. Wierność zakłada spójność między tym, co deklarujesz, a tym, jak żyjesz. Jeśli często zmieniasz zdanie pod wpływem chwili, współmałżonek przestaje czuć grunt pod nogami.
Przykład z codzienności: obiecujesz, że ograniczysz używanie telefonu przy stole i poświęcisz więcej uwagi rozmowie. Jeśli mimo powtarzanych deklaracji za każdym razem „coś wypada” i znowu siedzisz w ekranie, naruszasz nie tylko komfort, ale i wierność danemu słowu. Małe złamane obietnice składają się w obraz: „nie mogę na nim/niej polegać”.
Stałość decyzji nie oznacza sztywności. Życie się zmienia, plany czasem trzeba korygować. Różnica polega na tym, że robicie to w dialogu, a nie jednostronnie, z pominięciem drugiej osoby. Wierność przejawia się w pytaniu: „jak to na ciebie wpłynie?”, zanim podejmiesz ważny krok.
Uczciwość małżeńska – fundament zaufania
Uczciwość jako pełnia prawdy o sobie
„Ślubuję, że cię nie opuszczę… i że będę ci wierny/a oraz że cię nie zdradzę uczciwością małżeńską”. Ten fragment bywa najmniej rozumiany. Uczciwość to dużo więcej niż brak kłamstwa w sprawach finansowych czy seksualnych. To zgoda na to, byś był/była przede mną sobą w całości – z historią, zranieniami, słabościami, marzeniami.
Uczciwość małżeńska oznacza na przykład:
- mówienie prawdy o swoich granicach („już nie wyrabiam”, „potrzebuję odpocząć”, „boję się tego”),
- stopniowe odsłanianie trudnych obszarów (zaburzenia, nałogi, długi, lęki),
- uznanie własnych win zamiast ciągłego przerzucania odpowiedzialności na drugą stronę.
Brak uczciwości nie musi od razu oznaczać kłamstwa wprost. Często przyjmuje formę półprawd, przemilczeń i „świętego spokoju”. „Nie powiem, bo się zdenerwuje”, „po co wracać do starych tematów”, „jakoś to będzie”. Tymczasem to właśnie to, co zamiatane pod dywan, w końcu zaczyna uwierać najmocniej.
Transparentność w sprawach finansowych i codziennych
Jednym z najczęstszych obszarów łamania uczciwości są pieniądze. Tajne konto, ukrywane wydatki, kredyt zaciągnięty „na szybko” bez zgody współmałżonka – to wszystko podkopuje nie tylko budżet, ale i bezpieczeństwo emocjonalne. Obietnica uczciwości obejmuje otwartość w zarządzaniu dobrami materialnymi.
Transparentność oznacza między innymi:
- wspólne planowanie większych wydatków i inwestycji,
- brak „czarnych skrzynek” finansowych – anonimowych kont, „tajnych skarbonek”, których druga osoba nie zna,
- mówienie o trudnościach (zadłużenie, spadek dochodów) zanim przerodzą się w kryzys.
Podobnie jest z codziennością: uczciwość to nie mówienie: „wszystko w porządku”, gdy w środku wrze. Nie chodzi o to, by każde drobiazgi zamieniać w dramat, ale by nie budować pozorów „idealnego małżeństwa” kosztem prawdy. Z pozoru spokojna fasada często ukrywa samotność dwojga ludzi żyjących obok siebie.
Uczciwość w sferze duchowej i moralnej
Małżeństwo sakramentalne to także wspólna droga do Boga. Uczciwość obejmuje więc sferę duchową: realny stan twojej wiary, modlitwy, życia moralnego. Zdarza się, że jedno z małżonków dusi w sobie wątpliwości, utratę sensu praktyk religijnych, grzechy, które nosi w ukryciu. Lęk przed oceną współmałżonka prowadzi do podwójnego życia.
Uczciwość duchowa nie oznacza „spowiedzi przed małżonkiem” w sensie sakramentalnym. Chodzi o to, by:
- nie udawać przed drugą osobą kogoś, kim się nie jest (np. gorliwego wierzącego, gdy w środku jest pustka),
- mieć odwagę powiedzieć: „przestałem się modlić”, „nie rozumiem nauczania Kościoła w tej sprawie”,
- szukać razem pomocy – rozmowy z kapłanem, kierownictwa duchowego, wspólnoty, gdy wiara jednego z was słabnie.
Taka otwartość może być bolesna, ale właśnie ona pozwala wzajemnie się wspierać zamiast żyć w równoległych światach duchowych – zewnętrznie razem, wewnętrznie osobno.

Małżeństwo jako przymierze, nie tylko kontrakt
Logika „przymierza” a logika „umowy”
W kulturze, w której prawie wszystko da się wypowiedzieć, zwrócić, zrezygnować w ciągu 14 dni, sakrament małżeństwa brzmi prowokująco. Nie jest kontraktem: „dopóki mi się opłaca, dopóki czuję się szczęśliwy/a”. Jest przymierzem – zobowiązaniem na wzór Bożej wierności wobec człowieka.
Kontrakt zakłada wymianę korzyści: „ja robię swoje, ty robisz swoje, jeśli nie – zrywamy umowę”. Przymierze opiera się na innym fundamencie: „nawet gdy ty zawodzisz, ja wciąż szukam drogi do ciebie”. Nie chodzi o przyzwolenie na grzech i krzywdę, lecz o decyzję, że pierwszą reakcją na trudność będzie szukanie ratunku związku, a nie wyjścia ewakuacyjnego.
W tej perspektywie sakramentalna przysięga nie jest „romantycznym marzeniem”, ale świadomym wejściem w logikę krzyża i zmartwychwstania: będą chwile śmierci uczuć, rozczarowań, ale jest też obietnica, że z Bożą pomocą można doświadczać nowych początków.
Małżonkowie jako znak dla innych
Sakrament małżeństwa nie jest tylko „dla nas dwojga”. W nauczaniu Kościoła małżonkowie są znakiem miłości Chrystusa do Kościoła – widzialnym obrazem niewidzialnej łaski. Oznacza to, że sposób, w jaki żyjecie swoją przysięgę, mówi coś o Bogu wszystkim wokół: dzieciom, rodzinie, sąsiadom, współpracownikom.
Ten znak nie polega na idealnym wizerunku. Bardziej na tym, że:
- nie wstydzicie się mówić o kryzysach, które z Bożą pomocą przepracowaliście,
- pokazujecie, że przebaczenie jest możliwe, nawet jeśli wymaga czasu i pomocy,
- traktujecie siebie z szacunkiem publicznie – bez drwin, pogardy, udawania singla.
Dzieci wychowane w domu, gdzie przysięga jest brana na serio, uczą się, że miłość nie jest jedynie kwestią nastroju. Przyswajają sobie przekonanie: „miłość to coś, o co się walczy, czego się uczy, co się pielęgnuje”. Nawet jeśli kiedyś same będą przeżywać kryzysy, w pamięci zostanie im obraz rodziców, którzy szukali pomocy zamiast natychmiast się rozchodzić.
Łaska sakramentu w praktyce codziennej
Modlitwa małżeńska i wspólne zawierzanie
„Tak mi dopomóż Panie Boże…” ma swoje konkretne przełożenie: zapraszanie Boga do realnych sytuacji, a nie tylko do „spraw wielkich”. Łaska sakramentu nie działa magicznie. Jest darem, który trzeba przyjmować, jak wodę z kranu – jest dostępna, ale jeśli nie odkręcisz, pozostanie w rurach.
W praktyce może to oznaczać na przykład:
- krótką modlitwę wieczorem: choćby „Ojcze nasz” i spontaniczne zdanie: „Boże, pobłogosław nam, pomóż nam się kochać”,
- modlitwę jednego za drugiego, gdy nie jesteście w stanie modlić się razem (trudne emocje, konflikt),
- zawierzanie Bogu konkretnych wydarzeń: rozmowy o finansach, wizyty u specjalistów, decyzji o dzieciach, zmianie pracy.
Dla wielu par przeskok od „nie modlimy się wcale” do „wspólny różaniec co dzień” jest nierealny. Dużo dojrzalsze bywa uczciwe małe „tak”: minuta wdzięczności przed snem, znak krzyża na czole współmałżonka przed wyjściem do pracy, krótkie „Jezu, ufam Tobie” wypowiedziane razem przed trudnym spotkaniem.
Sakrament pojednania i Eucharystia jako źródło siły
Jeśli małżeństwo jest sakramentem, inne sakramenty stają się dla niego „paliwem”. Spowiedź to nie tylko „osobista sprawa z Bogiem”. Każdy grzech – nawet ukryty – rani wspólnotę, w tym małżeństwo. Łaska przebaczenia oczyszcza serce, a dzięki temu także relację.
Podobnie Eucharystia: karmiąc się Ciałem Chrystusa, uczysz się miłości, która oddaje się do końca. Dla wielu małżonków decyzja o regularnym wspólnym udziale we Mszy świętej, przynajmniej w niedzielę, staje się punktem zwrotnym: zamiast być tylko „obowiązkiem”, Eucharystia staje się wspólnym stanięciem przed Bogiem z tym, co was łączy i dzieli.
Szukanie pomocy – znak siły, nie porażki
Przysięga: „Tak mi dopomóż Panie Boże” obejmuje również korzystanie z pomocy, którą Bóg daje przez ludzi. Czasem łaska sakramentu przychodzi w bardzo konkretny sposób: przez mądrą terapeutkę, spowiednika, małżeństwo z większym doświadczeniem, rekolekcje czy warsztaty.
Proszenie o pomoc nie oznacza, że małżeństwo „się nie udało”. Raczej że traktujecie swoją przysięgę na tyle serio, by o nią zawalczyć. Zbyt wiele par czeka do momentu, gdy w sercach nie ma już prawie nic, zamiast zgłosić się po wsparcie przy pierwszych sygnałach zniechęcenia czy narastającego dystansu.
Dojrzała postawa brzmi raczej tak: „nie wiemy, jak dalej, ale chcemy próbować; zrobimy wszystko, co w naszej mocy, i prosimy Boga, by zrobił resztę”. To jest bardzo konkretne wypełnienie słów: „Tak mi dopomóż Panie Boże”.
Codzienne „tak” dla małżeńskiej przysięgi
Małe rytuały, które podtrzymują więź
Przysięga małżeńska została wypowiedziana raz, ale realizuje się w tysiącach drobnych gestów. Ogromnie pomagają w tym proste rytuały, które nadają waszemu „tak” konkretną formę. Nie muszą być wyszukane ani religijnie „podkręcone” – ważne, by były wasze.
Może to być:
- pożegnanie i powitanie pocałunkiem, nawet gdy się spieszycie,
- krótka rozmowa każdego dnia bez telefonów o tym, co było najtrudniejsze i za co jesteście dziś wdzięczni,
- stały wieczór w tygodniu „tylko dla nas” – bez dzieci (jeśli się da), bez znajomych, bez pracy.
Takie rytuały są jak kotwice – w dniu pełnym chaosu przypominają, że najważniejsze „tak” już zostało wypowiedziane i wciąż obowiązuje. Przypominają również, że miłość rośnie nie tylko w chwilach wielkich deklaracji, ale w zwyczajnym „jestem obok ciebie”.
Przysięga jako punkt odniesienia w decyzjach
Wierność obietnicy w chwilach zwątpienia
Są takie momenty, gdy słowa przysięgi brzmią jak z innego życia: „miłość, wierność, uczciwość, aż do śmierci” – a ty myślisz: „ja już tak nie czuję”. Wtedy wychodzi na jaw, że sakrament nie opiera się na aktualnym nastroju, ale na decyzji, którą odnawiasz mimo zmiany uczuć. To nie jest udawanie. To jest wierność.
W praktyce wierność w zwątpieniu może wyglądać bardzo zwyczajnie:
- nie oczerniasz współmałżonka przed znajomymi, nawet jeśli jesteś na niego wściekły/a,
- pilnujesz granic w relacjach z innymi – zwłaszcza tam, gdzie pojawia się „niewinne” zauroczenie,
- szukasz zaufanej osoby do rozmowy (spowiednik, terapeuta, przyjaciel), zamiast rozładowywać frustrację na dzieciach czy w pracy.
Wierność obietnicy nie wyklucza wewnętrznego chaosu. Można równocześnie mówić Bogu: „nie rozumiem, po co to wszystko” i jednocześnie nie podejmować decyzji, które zrywają mosty. Nieraz właśnie te spokojne, małe „nie” wobec pokusy ucieczki staje się przestrzenią, w której Bóg zaczyna coś uzdrawiać.
Granice w małżeństwie: „tak” dla miłości, „nie” dla krzywdy
Obietnica „nie opuszczę aż do śmierci” nie oznacza zgody na przemoc, alkoholizm, zdradę trwającą latami. Miłość małżeńska zakłada jasne granice chroniące godność obojga. Czasem najbardziej kochającym krokiem jest nazwanie zła po imieniu i postawienie twardych warunków zmiany.
To może oznaczać:
- konkretne ultimatum połączone z propozycją pomocy: leczenie, terapia, wspólna rozmowa z kapłanem lub mediatorem,
- czasową separację fizyczną, jeśli bezpieczeństwo jest zagrożone – jako krok ratunkowy, a nie „cicha droga do rozwodu”,
- niezamiatanie problemów pod dywan w imię „świętego spokoju” i „co ludzie powiedzą”.
Kościół, mówiąc o nierozerwalności małżeństwa, nie oczekuje od nikogo heroizmu polegającego na trwaniu w sytuacji realnego zagrożenia życia czy zdrowia. „Tak” złożone przy ołtarzu jest wezwaniem do miłości, a nie do autodestrukcji. Prawdziwa wierność obietnicy czasem wymaga odważnego sięgnięcia po narzędzia ochrony i zmiany.
Jedność w różnorodności: gdy „my” nie niszczy „ja”
Wiele kryzysów zaczyna się tam, gdzie jedno z małżonków ma poczucie utraty siebie: pasji, przyjaźni, marzeń. Sakrament nie kasuje twojej indywidualności. Przeciwnie – małżeństwo jest przestrzenią, w której oboje macie dojrzewać jako osoby. Obietnica „nie opuszczę” nie oznacza: „będę cię kontrolować i kształtować na swoją modłę”.
Zdrowe małżeństwo to takie, w którym:
- każde ma swoje zainteresowania i czas tylko dla siebie, bez poczucia zdrady związku,
- można się różnić (charakterem, wrażliwością, sposobem przeżywania wiary), a jednocześnie budować wspólne decyzje,
- jest miejsce na mówienie: „tego potrzebuję”, „tego nie udźwignę”, zamiast zaciskać zęby w imię „świętego spokoju”.
Jedność małżeńska to nie fuzja dwóch osób w jedną bezkształtną masę. To raczej dwie zakorzenione tożsamości, które wybierają siebie nawzajem i tworzą „my”, nie tracąc „ja”. Łaska sakramentu pomaga, by różnice nie przerodziły się w wojnę o dominację, tylko stały się miejscem wzajemnego ubogacenia.
Seksualność jako miejsce realizacji przysięgi
„Miłość, wierność i uczciwość” bardzo konkretnie dotykają także sfery seksualnej. To jedna z pierwszych przestrzeni, w której wychodzi na jaw, czy małżonkowie traktują się jak osoby, czy jak „narzędzie do zaspokojenia potrzeb”. Sakrament małżeństwa wprowadza tutaj inną logikę niż ta, którą proponuje kultura natychmiastowej przyjemności.
Obietnica przysięgi realizuje się w łóżku wtedy, gdy:
- jest zgoda na rozmowę o pragnieniach, wstydzie, trudnościach – bez nacisku i szantażu emocjonalnego,
- szanuje się rytm, zdrowie i samopoczucie drugiej osoby – „mamy być jedno ciałem”, a nie „ja mam mieć swoje prawo”,
- wspólnie rozeznaje się kwestie płodności, metod planowania rodziny, nie spychając odpowiedzialności tylko na jedną stronę.
Wierność w sferze seksualnej to nie tylko brak zdrady fizycznej. To także sposób korzystania z pornografii, relacje w mediach społecznościowych, flirty „dla podbudowania ego”. Jeśli przysięga oznacza ofiarowanie siebie, to każda ucieczka w substytuty osłabia zdolność do prawdziwego daru z siebie.
Małżeństwo a rodzicielstwo: rozszerzone „tak”
Przysięga małżeńska zwykle łączy się z otwartością na dzieci. Nie wszystkie małżeństwa je otrzymują, ale każde staje przed pytaniem: co robimy z naszym „tak” wobec życia? Rodzicielstwo – biologiczne lub duchowe – jest jednym z najbardziej konkretnych sprawdzianów obietnicy złożonej przy ołtarzu.
To „tak” przybiera wiele form:
- cierpliwa obecność przy małych dzieciach, gdy sen staje się luksusem, a romantyczne wieczory zamieniają się w nocne karmienia,
- odpowiedzialne towarzyszenie nastolatkom, które kwestionują wasze wartości i „testują” granice,
- otwartość serca na dzieci nienarodzone, chore, nieplanowane – także wtedy, gdy wiążą się z lękiem, finansowym czy zdrowotnym.
Są też małżeństwa żyjące w bólu niepłodności. Dla nich „tak” wobec życia może oznaczać adopcję, rodzinę zastępczą, zaangażowanie w wychowanie dzieci z rodziny lub wspólnoty, albo przyjęcie wezwania do szczególnej służby innym. Sakrament nie wymaga „produkcji potomstwa za wszelką cenę”, lecz otwartego serca, które pyta Boga: „komu i jak mamy dawać nasze życie?”.
Doświadczenie porażki i Boże miłosierdzie
Nie ma małżeństw bez błędów. Czasem są to „drobne” zaniedbania, które latami nawarstwiają się w mur nieporozumień. Czasem poważne rany: zdrada, długotrwałe kłamstwo, uzależnienie. W obliczu takiej porażki wiele osób myśli: „nasze małżeństwo już się skończyło, ta przysięga nie ma sensu”.
Sakrament małżeństwa nie czyni nikogo odpornym na grzech, ale otwiera szczególną drogę powrotu. Nawet najcięższa rana nie musi oznaczać końca. Często konieczne są:
- czas i przestrzeń na przeżycie bólu, bez przyspieszania „szybkiego wybaczenia”,
- profesjonalna pomoc – terapia indywidualna i małżeńska,
- konkretne gesty naprawy: przejrzystość finansowa, dostęp do telefonu, realna zmiana stylu życia, a nie tylko słowa skruchy.
Boże miłosierdzie nie kasuje konsekwencji grzechu, ale może z nich wyprowadzić nowe dobro. Zdarza się, że małżeństwa, które przeszły przez zdradę lub poważny kryzys, po latach mówią: „nie chcemy wracać do tego, co było przedtem – dziś kochamy dojrzalej”. To nie jest zachęta, by „testować” granice. Raczej świadectwo, że przysięga złożona wobec Boga ma większą siłę niż nasza słabość.
Samotność w małżeństwie i wołanie o bliskość
Jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń jest samotność przy kimś. Formalnie „jestem w małżeństwie”, a emocjonalnie i duchowo czuję się opuszczony/a. Ta samotność często rodzi się nie z jednego wielkiego wydarzenia, ale z tysiąca niedopowiedzianych spraw i zaniechanych gestów.
Wołanie o bliskość zaczyna się od prostego, ale odważnego kroku: nazwania tego stanu. Zamiast wypowiadania zdań oskarżycielskich („nigdy cię nie obchodziłem/am”), pomocne bywa zdanie: „czuję się przy tobie bardzo sam/a i nie chcę, żeby tak było, pomóż mi to zmienić”. Takie słowa nie rozwiązują wszystkiego, ale otwierają przestrzeń dialogu.
Samotność w małżeństwie czasem wymaga także poszerzenia kręgu wsparcia: dobrej wspólnoty, przyjaźni, kierownictwa duchowego. Nie po to, by „zastąpić” małżonka, lecz by odzyskać siły, nauczyć się mówić o swoich potrzebach, a czasem – nauczyć się słuchać potrzeb drugiej strony, których wcześniej się nie zauważało.
Miłość jako zadanie na całe życie
Słowa przysięgi brzmią bardzo uroczyście, ale wchodzimy w nie jako ludzie niedojrzali, chwiejni, często z poranionych rodzin. Sakrament małżeństwa nie jest pieczątką: „teraz już wszystko wiesz i umiesz”. Jest raczej zaproszeniem do drogi, w której Bóg uczy miłości krok po kroku – często przez nasze potknięcia.
Gdy wypowiadasz: „ślubuję ci miłość…”, w rzeczywistości mówisz: „zgadzam się, żeby uczyć się kochać ciebie właśnie takiego, jakim stajesz się w czasie; zgadzam się, by Bóg pokazywał mi moje ograniczenia i uzdalniał do czegoś, czego dziś jeszcze nie potrafię”. To obietnica, która nie zamyka przyszłości w gotowym scenariuszu, ale oddaje ją w ręce Kogoś większego.
Dlatego sakrament małżeństwa jest jednocześnie czymś bardzo kruchym i bardzo mocnym. Kruchym – bo opiera się na wolności dwóch słabych osób. Mocnym – bo zakorzenionym w wierności Boga, który nie wycofuje swojej łaski, gdy gubimy się po drodze. Każde kolejne „tak” wypowiedziane w codzienności jest odpowiedzią na Jego pierwsze „tak” wypowiedziane nad wami w dniu ślubu.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Na czym polega różnica między ślubem cywilnym a sakramentem małżeństwa?
Ślub cywilny jest umową regulowaną przez prawo państwowe. Określa on m.in. kwestie majątkowe, prawa rodzicielskie, dziedziczenie oraz obowiązki wobec państwa. Państwo dopuszcza możliwość rozwodu i nie odnosi się do wymiaru duchowego czy wiecznego związku.
Sakrament małżeństwa w Kościele to natomiast przymierze dwojga ochrzczonych, mężczyzny i kobiety, zawierane przed Bogiem i Kościołem „aż do śmierci”. Jego centrum stanowi miłość, wierność i droga do świętości. Małżonkowie są sami szafarzami sakramentu – udzielają go sobie poprzez przysięgę, a kapłan jest świadkiem i udziela błogosławieństwa.
Co dokładnie obiecujemy sobie w przysiędze małżeńskiej?
W przysiędze małżeńskiej narzeczeni ślubują sobie: „miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Nie ma w niej żadnych warunków typu: „dopóki się kochamy” czy „dopóki nam się układa”. Każde słowo to zobowiązanie na całe życie, podjęte wobec konkretnej osoby.
Te trzy obietnice – miłość, wierność i uczciwość – tworzą razem fundament małżeństwa. Obejmują one zarówno sferę uczuć, jak i decyzji, seksualności, spraw materialnych, relacji z innymi ludźmi i codziennych wyborów. „Nie opuszczę aż do śmierci” podkreśla nierozerwalność tego przymierza.
Czy sakramentalne małżeństwo można „unieważnić” albo się z niego „rozwieść” w Kościele?
Kościół uczy, że ważnie zawarte sakramentalne małżeństwo jest nierozerwalne aż do śmierci jednego z małżonków. Nie istnieje w nim „rozwód” w sensie zakończenia ważnego sakramentu. Możliwa jest natomiast separacja cywilna lub kościelna, gdy trzeba chronić życie, zdrowie lub dobro małżonków i dzieci, ale więź sakramentalna nadal trwa.
Proces stwierdzenia nieważności małżeństwa nie jest „katolickim rozwodem”. Sąd kościelny bada, czy w momencie ślubu sakrament w ogóle zaistniał (np. czy była wolna zgoda, zdolność psychiczna, otwartość na wierność i nierozerwalność). Jeśli stwierdzi, że któregoś z istotnych elementów zabrakło, może orzec, że małżeństwo od początku było nieważne.
Co oznacza, że małżeństwo jest powołaniem do świętości?
Małżeństwo w Kościele nie jest tylko „stanem cywilnym”, ale konkretną drogą, na której człowiek ma się uświęcać. Oznacza to, że poprzez codzienne życie z mężem lub żoną uczymy się dojrzałej miłości, przebaczenia, cierpliwości, ofiary z siebie i odpowiedzialności za drugą osobę.
Małżonek lub małżonka staje się narzędziem w ręku Boga – pomaga nam wzrastać w cnocie, obnaża nasz egoizm, uczy przyjmowania krzyża. Sakrament małżeństwa nie jest więc „planem B” wobec kapłaństwa czy życia zakonnego, ale pełnoprawnym, równorzędnym powołaniem do świętości.
Co naprawdę znaczy obietnica „miłości” w sakramencie małżeństwa?
W sakramencie małżeństwa miłość to nie tylko uczucie, ale przede wszystkim decyzja woli: „wybieram ciebie i chcę twojego dobra”. Uczucia są zmienne, mogą słabnąć lub się zmieniać, dlatego małżeństwo oparte wyłącznie na emocjach szybko zaczyna się chwiać.
Decyzja miłości przejawia się m.in. w:
- szukaniu dobra współmałżonka, nawet kosztem własnej wygody,
- gotowości do rezygnacji z niektórych planów, jeśli zagrażają jedności małżeństwa,
- trwaniu przy sobie w trudnych momentach, a nie ucieczce do „łatwiejszych” relacji.
To nie rezygnacja z siebie, ale dojrzała zdolność do ofiary i wierności podjętej decyzji.
Czy przysięga „nie opuszczę cię aż do śmierci” oznacza zgodę na przemoc?
Nie. Ta część przysięgi wyraża gotowość do wierności w chorobie, kryzysach, trudnościach finansowych, słabnięciu uczuć czy zmaganiach duchowych. Oznacza, że nie porzucam współmałżonka emocjonalnie, duchowo ani życiowo, kiedy jest ciężko.
Nie jest to jednak zobowiązanie do trwania w sytuacjach przemocy fizycznej, psychicznej czy poważnych patologii. W skrajnych przypadkach Kościół dopuszcza separację, aby chronić życie i bezpieczeństwo małżonków oraz dzieci. Wtedy więź sakramentalna nadal istnieje, ale nie ma obowiązku wspólnego zamieszkania czy narażania się na krzywdę.
Po co w przysiędze słowa „Tak mi dopomóż Panie Boże…”?
Te słowa są wyznaniem, że sami z siebie nie jesteśmy w stanie dotrzymać tak wielkich obietnic jak miłość, wierność i uczciwość „aż do śmierci”. Człowiek, wypowiadając przysięgę, prosi Boga o realną pomoc, bo jest świadomy swojej słabości i grzeszności.
Sakrament małżeństwa nie jest jednorazowym „błogosławieństwem na start”, ale stałą łaską, do której można i trzeba wracać w modlitwie, sakramentach i codziennym życiu. Bóg ma być nie tylko „świadkiem” ślubu, ale trzecim uczestnikiem małżeństwa, który umacnia, podnosi i uzdalnia do wierności podjętym obietnicom.
Esencja tematu
- Sakrament małżeństwa to nie „ładny ślub w kościele”, lecz trwałe przymierze dwóch ochrzczonych osób, które Bóg traktuje poważniej niż samych małżonków.
- Małżeństwo sakramentalne przekracza ramy kontraktu prawnego: jest powołaniem do świętości, drogą służby i wzajemnego uświęcania się aż do śmierci.
- Różnica między ślubem cywilnym a sakramentem polega na tym, że w Kościele centrum stanowi miłość i wierność jako droga zbawienia, a małżonkowie sami są szafarzami sakramentu.
- Katolik zawierający sakrament zobowiązuje się do więcej niż wymaga państwo: małżeństwo jest nierozerwalne (bez rozwodu), obejmuje także wymiary duchowe, moralne i wieczne.
- Małżonek jest narzędziem Boga w procesie twojego uświęcenia – relacja małżeńska ujawnia prawdę o twojej zdolności do miłości, ofiary, cierpliwości, przebaczenia.
- Przysięga „miłość, wierność i uczciwość małżeńska” to trzy filary związku; każde z nich jest zobowiązaniem bez warunków typu „dopóki się dogadamy” czy „dopóki się kochamy”.
- Słowa „nie opuszczę Cię aż do śmierci” oznaczają nieodwołalną decyzję trwania przy współmałżonku w wymiarze fizycznym, emocjonalnym i duchowym, z wyłączeniem sytuacji przemocy, gdzie możliwa jest separacja, ale nie zerwanie więzi sakramentalnej.






